Przywołanie awaryjne

xxx

Wyobraźmy sobie sytuację, która – jak podejrzewam – dla wielu właścicieli malamutów bliższa jest ich realnemu doświadczeniu niż fantazji. Może ktoś nie domknął furtki z ogródka, może ogrodzenie nie wytrzymało naszych nadziei na jego przetrwanie i malamucich zębów, może… to bez znaczenia; po prostu okazuje się w pewnym momencie, że nie ma naszego malamuta, lub nawet kilku naszych malamutów. Człowiekowi robi się na zmianę słabo, zimno, a wyobraźnia podsuwa mu koszmarne sceny kończące wędrówkę jego psów po okolicy, na zmianę z obrazami wysokości sum, jakie będzie trzeba w ramach odszkodowań wypłacać sąsiadom…

Jako osoba mieszkająca z kilkoma malamutami przeżywałam to nieraz, więc wiem o czym mówię. Pewnego razu jednak malamucia wyprawa „na własną łapę” miała nietypowy finał. I to właśnie skłoniło mnie, by podzielić się moją wiedzą, która sprawdziła się w praktyce, z innymi właścicielami psów ras północy.

A było to tak… Przyjechali do nas w odwiedziny dawno niewidziani znajomi. W rozgardiaszu radosnych powitań prawdopodobnie zapomniałam zamknąć furtkę, gdyż w trakcie spożywania podwieczorku w dziwnie spokojnej atmosferze, moja uwaga skupiła się na nieobecności psów A malamuty jak wiadomo, które niby nie są rasą pilnującą, pilnowanie stołu mają w naturze… a tu psów nie ma. Tym samym mila niedzielna atmosfera szybko ustąpiła miejsca panice gospodarzy. Gdzie są nasze psy… ??? !!!! Wtedy oczywiście okazało się, że nie domknęłam furtki. Czyli trzeba szybko odpalić samochód i jechać za nimi w teren. Na wszelki wypadek porwałam z domu gwizdek treningowy, zagwizdałam, ot tak dla zasady, i już wyjeżdżam z garażu, gdy widzę jak znajomi przy bramie dają mi znaki, bym się wstrzymała. W zdenerwowaniu sytuacją odkręcam szybę – i słyszę… malamuty już są, wróciły teraz… Czyli przywołanie awaryjne zadziałało, sygnał poskutkował!! Ucieszona takim zakończeniem przygody, która na szczęście nawet nie zdążyła się na dobre rozpocząć, stwierdziłam, że nauka przywoływania awaryjnego jest najważniejszą chyba umiejętnością, jaką powinien posiąść właściciel psa.

Kierowana współczuciem dla wszystkich zagubionych psów, bardzo proszę właścicieli malamutów: zapoznajcie się z nią, zacznijcie ćwiczyć, i nie dajcie się zwieść jej pozornej prostocie, lecz pracujcie bardzo systematycznie, regularnie i koniecznie nie opuszczajcie żadnego kroku!

Zwykłe przywołanie nie daje pewności, że pies do nas wróci. Jeśli to, co napotka po drodze będzie dla niego bardzo ekscytujące, pomożemy być pewni, że zmysł słuchu „wyłączy mu się”.

Do przywoływania w sytuacjach awaryjnych musimy wypracować sobie, opierając się na zasadach warunkowania, zupełnie inny sygnał. Najskuteczniej jest posłużyć się tutaj wysokotonowym gwizdkiem, który zawsze – a szczególnie podczas spacerów wskazane jest mieć przy sobie. Uwarunkowane przywołanie awaryjne ma tą przewagę nad przywołaniem zwykłym, że pies zawracając do nas nie zastanawia się nad tym, co słyszy i co jest dla niego korzystniejsze, tylko robi to na zasadzie odruchu.

1. Rozpoczynamy warunkowanie dźwięku karmiąc psa smakołykami. Gwiżdżemy i podajemy psu smakołyk. Powtarzamy to bardzo dużą ilość razy. Pierwszy etap powinien zakończyć się po kilkuset powtórkach. Do tego celu najlepiej wykorzystywać odmierzoną dzienną porcję karmy, którą pies zazwyczaj dostaje jako posiłek w misce. Kilkaset powtórek, mimo że brzmi przerażająco, wcale nie zabiera tak dużo czasu. Smakołyki wydajemy jeden za drugim i sto powtórzeń powinno zająć raptem parę minut (jeden gwizd – jeden smakołyk).

2. Przechodząc do kolejnego etapu zaczynamy powoli chodzić tyłem i gwizdać dokładnie w momencie, kiedy pies wykonuje ruch w naszą stronę. Po gwizdnięciu natychmiast podajemy smakołyk. Tak chodząc pomieszkaniu wykonujemy kolejne kilkaset powtórek przez kolejnych ileś dni.

3. Po zakończeniu tego etapu możemy rozpocząć przywoływanie gwizdnięciem psa znajdującego się w tym samym pokoju co my. Kiedy pies zjawi się przy nas, nagradzamy go ZA KAŻDYM RAZEMsmakołykiem. To ćwiczenie również powtarzamy wielokrotnie.

4. Następnym krokiem będzie przywołanie psa z innego pokoju. Kryteria podnosimy bardzo powoli. Jeśli zdąży się, że na jedno gwizdnięcie pies przy nas „nie wyrośnie”, to cofamy się o jeden etap ponownie wielokrotnie go powtarzamy.

5. Przenosząc zachowanie psa na dwór pamiętamy o tym, że nie możemy sobie pozwolić na gwizdnięcie, które nie wywoła prawidłowej reakcji psa. Najtrudniej jest umieć właściwie ocenić jak wysoko możemy podnieść kryteria. Na początek wybieramy miejsce odludne, nudne z punktu widzenia psa miejsce. Dajemy mu się spokojnie zapoznać z terenem. Po pewnym czasie, gwiżdżemy. Pies powinien błyskawicznie stawić się przy nas, co nagradzamy sowicie smakowitym kąskiem lub zabawą.

6. Kiedy mamy pewność, że działanie gwizdka jest absolutnie skuteczne w warunkach braku jakichkolwiek czynników rozpraszających, znowu powoli podnosimy kryteria i zaczynamy ćwiczenia w miejscach, gdzie pojawiają się sytuacje bardziej dla psa atrakcyjne.

7. Po zakończeniu nauki przywoływania, co pewien czas używamy gwizdka zupełnie bez przyczyny mając dla psa w zanadrzu zawsze coś niezmiernie dla niego atrakcyjnego.

WAŻNE: podczas pracy absolutnie nie wolno skracać ani przeskakiwać poszczególnych etapów. Chociaż wydaje nam się, że ”on już rozumie”, czego od niego oczekujemy, wcale nie oznacza, że ma to opanowane.

Przywołanie awaryjne, różni się od zwykłego przywoływania tym, że:

  • musi być wyćwiczone na sto procent
  • pracujemy nie tyle z psem, ile z jego mięśniami
  • jeśli na kolejnym etapie nauki pies „wyłamie” (do czego właściwie nie powinniśmy dopuścić) oznacza, że nie dość wystarczająco przerobiliśmy etap poprzedni, a zatem natychmiast do niego cofamy się.
  • nigdy nie nadużywamy sygnału, stosujemy go z pełną uważnością

Z moich doświadczeń wynika, że można bez problemu trenować dwa psy jednocześnie (po jednej ręce ze smakołykiem na każdego). Oczywiście przywoływane też muszą być jednocześnie ( sytuacja, że jednego przywołujemy i nagradzamy, a drugi słyszy gwizd, ale z jakichś względów nie może do nas podbiec oczywiście odpada). Jeżeli mamy więcej psów i nie możemy z wszystkimi pracować jednocześnie, powinniśmy zróżnicować sygnały na jakie je warunkujemy.

Praca nad przywołaniem awaryjnym jest długa i nużąca. Jednak efekty późniejsze z nawiązką wynagradzają włożony w nią trud. Jest to podstawowa, najważniejsza komenda, która zapewnia psu bezpieczeństwo. Potrafi zawrócić psa w różnych sytuacjach, nawet w sytuacji np. panicznej ucieczki po wybuchu petardy.

(artykuł opracowany na podstawie materiałów z kursu trenerskiego Fundacji Alteri)

Michalina Palarz-Prochal
hodowla z Radockiej Góry
www.radocka.com

ZOBACZ RÓWNIEŻ : Przywołanie Malamuta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Preview:

Spam Protection by WP-SpamFree

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Copy Protected by Tech Tips's CopyProtect Wordpress Blogs.